"Birdman" to film, który w pełni zasłużył na Oscara. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości.

Początkowo stawiałam, że będzie to jeden z większych przegranych tegorocznych Oscarów, bo przecież jakim cudem można opowiedzieć ciekawą historię o człowieku, który był gwiazdą blockbustera? Gdyby teraz w jednym szeregu stanęli odtwórcy ról Batmana, Iron Mana czy Spidermana, co ciekawego mogliby powiedzieć o swojej karierze z perspektywy czasu? W pierwszym odruchu myślę, że raczej nic: sława, kobiety, drogie samochody i luksusowe wczasy. W drugim, już po obejrzeniu "Birdmana" mogę napisać tylko jedno: to nie jest tylko ciekawie opowiedziana historia, to film niosący przesłanie, a do tego w doskonały sposób naśmiewający się z życia w showbiznesie i świecie mediów.

Główny bohater, Riggan (w tej roli Michael Keaton) z jednej strony nie może uwolnić się od etykietki Birdmana (superbohatera, którego grał w młodości), z drugiej szuka dowartościowania w opiniach publiczności i krytyków.

Nagrodzony za najlepszą reżyserię Alejandro González Inárritu posługuje się tutaj specyficznym poczuciem humoru. "Birdman" to tragikomedia, w której Inárritu obnaża każde oblicze świata showbiznesu. Popadające w nałogi dzieci, romanse, kaprysy gwiazd, a do tego ci paskudni dziennikarze, od których recenzji zależy sukces filmu. Świat mediów Inárritu ilustruje poprzez satyrę. Mamy inteligentnych i oczytanych dziennikarzy zajmujących się kulturą i wplatających gdzie bądź kontekst filozoficzny czy socjologiczny oraz słabo wykształcone dziennikarki piszące dla kobiecych pisemek o tym, co powinniśmy teraz uważać za eliksir młodości i szukających wszędzie sensacji. Nie mogło też zabraknąć Tabithy (Lindsay Duncan), która odgrywa rolę wyrachowanej , lecz opiniotwórczej dziennikarki. To właśnie od niej zależy sukces całego przedsięwzięcia. To jej głos się liczy.

Jeżeli jednak nadal myślicie, że "Birdman" to prosta historia o celebrycie tęskniącym za odrobiną sławy, to najwyższy czas, by wyprowadzić Was z błędu. Dla mnie "Birdman" jest filmem-metaforą. Reżyser zaznacza to już na samym początku, kilkukrotnie wskazując na kartkę z napisem: "A thing is a thing, not what is said of that thing", co znaczy mniej więcej tyle: "Rzecz jest po prostu rzeczą, a nie opinią". Problem głównego bohatera polega na tym, że szuka potwierdzenia własnej wartości u publiczności i krytyków filmowych. Jego przyjaciel Jake (w tej roli równie rewelacyjny Zach Galifianakis, którego na pewno pamiętacie z "Kac Vegas") musi przekonywać go Martinem Scorsese, w innym wypadku Riggan zatraciłby wiarę w siebie. Córka Riggana, Sam (przepięknie zagrana rola Emmy Stone) sprowadza go na ziemię, tłumacząc mu, że każdy tak ma . "Srasz ze strachu, że jesteś nikim!" - wykrzykuje w genialnym monologu Stone. Jej bohaterka prezentuje także ojcu potęgę takich serwisów społecznościowych, jak Facebook czy Twitter. Bo bez posiadania kont na nich "nie istniejesz".



Innymi słowy, "Birdman" to film o tym, że przy odrobinie samoakceptacji można nauczyć się pokonywać przeszkody, a wiara w siebie uwzniaśla i to jest najważniejsze przesłanie tego filmu. Głos Birdmana, który co jakiś czas rozmawia z głównym bohaterem to po prostu głos jego sumienia. Inárritu zaznacza to zresztą w pompatycznej, zrobionej pod hollywoodzkie standardy scenie, w której Riggan rozmawia z byłą żoną. To wyjaśnienie jest widzom zbędne, bez tej jednej sceny film i tak zostałby dostatecznie dobrze zrozumiany.

Nie ulega jednak wątpliwości, że "Birdman" w pełni zasłużył na Oscary. Widzom nie pozostaje już tylko nic innego poza założeniem skrzydeł Birdmana - dzięki nim zdobędziecie każdy szczyt.


Filmy

Komentarze (3)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Ola R. (gość)

Gdyby ktoś nie wiedział, jak nie powinna wyglądać recenzja filmowa, proponuję lekturę tego tekstu.

Banały, frazesy, obowiązkowe opowiedzenie treści - autorka zapewne ma na swojej półce gimnazjalny bryk, w którym punkt po punkcie jest napisane, jak napisać recenzję filmową. Efekt, jak widać, doskonały. W momencie, kiedy padło hasło "film-metafora", oplułam monitor kawą.

Weź się, kobieto, za pisanie o czymś, co nie będzie dla Ciebie zbyt dużym wysiłkiem intelektualnym. Osobiście proponuję traktat o obieraniu ziemniaków.

lukas

Bezsprzecznie film najlepszy z kandydujących i wreszcie właściwy wybór zdobywcy Oscara. Na ogół bywało odwrotnie. Przeważnie przeciętne filmy i mało znani aktorzy zdobywali Oscary tak jak. np. w tym roku - najlepszy aktor.

Darmowe doładowania do telefonów, liczba doładowań jest ograniczona! http://dol (gość)

Darmowe doładowania do telefonów, liczba doładowań jest ograniczona!

http://doladowanie365.pl/0jxggpo/4

Sama w to nie wierzyłam ale 2 tygodnie temu dostałam doładowanie na jednej z tych stron tutaj dowód:

http://oi59.tinypic.com/do3qtl.jpg

Skontaktuj się ze mną proszę jeśli otrzymasz doładowanie, pozdrawiam. Mój email: natalia_iksde@prokont.pl