ŚRODA WLKP. - Zniszczył budynek i może jeszcze na tym zarobić

Historia chuligańskiego wybryku w Środzie Wielkopolskiej, to świetny materiał na film sensacyjny z happy endem. Chodzi o zniszczenie budynku miejscowego biura projektowego przez grafficiarza.

Historia chuligańskiego wybryku w Środzie Wielkopolskiej, to świetny materiał na film sensacyjny z happy endem. Chodzi o zniszczenie budynku miejscowego biura projektowego przez grafficiarza. Właściciel postanowił szukać sprawiedliwości na własną rękę i wyznaczył nagrodę za wskazanie winnego. "Życzliwy" szybko się znalazł. W ten sposób szef biura znalazł sprawcę, z którym... postanowił współpracować.

- Kiedy okazało się, że koszt remontu to 3 tysiące złotych, postanowiłem działać - opowiada Jacek Ziembiński, właściciel Firmy Projekt. - W oknie wywiesiłem ogłoszenie z wyznaczoną nagrodą za wskazanie sprawcy. Po dwóch dniach już wiedziałem, kto zniszczył budynek - dodaje właściciel.

Finał historii okazał się jednak szczęśliwy nie tylko dla poszkodowanego, ale również dla samego sprawcy. Skruszony, postanowił w ramach zadośćuczynienia zaprojektować kilka wersji logo firmy w konwencji graffiti. Jedno z nich tak się spodobało Ziembińskiemu, że postanowił je wykorzystać w formie przenośnej reklamy. - W tej chwili ustalamy, jaki będzie koszt wykonania - dodaje szef biura.

Historia niechcianego graffiti zmobilizowała także lokalne władze. Burmistrz zapowiedział, że postara się udostępnić amatorom takich wrażeń ścianę, na której będą mogli - już w sposób legalny - dać wyraz swojej twórczości.

- Już jestem po rozmowie ze sprawcą chuligańskiego wybryku - mówi Wojciech Ziętkowski, burmistrz Środy Wielkopolskiej. - Zaproponowałem mu, żeby zebrał grupę grafficiarzy i wspólnie z nimi wskazał ewentualne miejsce. Miasto mogłoby dać farby za darmo i nawet za ich pracę zapłacić - przekonuje burmistrz.

Podobne projekty, realizowane wspólnie z władzami miasta, są od dawna popularne w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej. W Filadelfii szczyty wielu budynków zamalowane są graffiti. Przykłady podobnych działań można znaleźć również w Wielkopolsce.

- Kilka lat temu z inicjatywą, by stworzyć ścianę dla "grafficiarzy", wyszli poznańscy studenci architektury - wspomina Włodzimierz Groblewski, dyrektor Biura Kształtowania Relacji Społecznych w Urzędzie Miasta Poznania. - Jest to jak na razie jedyna taka ściana powstała w porozumieniu z nami. Jeśli zgłoszą się do nas kolejne osoby, które będą miały pomysł i potrzebę zbudowania następnych, to chętnie podejmiemy współpracę - twierdzi dyrektor.

Dzięki pomysłowi studentów, skorzystali na tym wszyscy. Grafficiarze dostali ścianę. Firma, która dostarczyła im farbę, zyskała powierzchnię reklamową, a okolica odetchnęła od nielegalnego niszczenia elewacji budynków.

Graffiti to przejaw buntu młodych
Współczesna forma graffiti zaczęła się na przełomie lat 70. i 80. w USA.

Początki graffiti w Polsce to dopiero lata 90. Wtedy pojawiły się masowe napisy na budynkach, mostach a nawet pociągach i samolotach. Pędzący przez Polskę pociąg-obraz to dla ortodoksyjnych grafficiarzy powód do wielkiej dumy. W 2007 roku pomalowali oni samolot na poznańskiej Ławicy. Straty szacowano wówczas w dziesiątkach tysięcy złotych. - Od początku graffiti było formą zamanifestowania swojej obecności - mówi Waldemar Kuligowski, antropolog kultury. - Podpisywanie budynków, pociągów czy samolotów to inaczej branie ich w posiadanie. Formą podpisu jest kod językowy, który ma być nieczytelny dla niewtajemniczonych - dodaje.

Komentarze

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane